piątek, 1 listopada 2013

PODZIĘKOWANIE

Miałem już nic nie pisać na blogu. Ale zaglądam dziś na spokojnie w statystyki i widzę, że jeszcze sporo ludzi na niego zagląda. Może z ciekawości co dalej, może nie wiedząc o tragedii. Dlatego postanowiłem jednak, kilka słów napisać.

Pogrzeb był w środę. Jeżeli można tak powiedzieć, to wiem, że spodobałby się mamie. Był na swój sposób piękny. Ilość kwiatów, które od Was dostała nawet dziś robiła wrażenie na ludziach będących na cmentarzu. Mama kochała kwiaty, więc jak na nie patrzy teraz z nieba to duma ją pewnie rozpiera.

Pomimo tego, że pogrzeb odbył się w Białymstoku, więc bardzo daleko od Gołdapi (ok 170km), gdzie mieszkała Ona i  jej bliscy znajomi i daleko od rodzinnych stron - wieś Zagrodniki i okoliczne miejscowości (woj. mazowieckie, ok 130km), gdzie mieszka praktycznie cała nasza rodzina, było bardzo dużo ludzi.
Była rodzina od strony mamy, rodzina od strony taty, byli znajomi rodziców, współpracownicy mamy, współpracownicy taty, znajomi Mileny i moi, ale także znajomi i rodzina Pauliny i Zbyszka. To coś pięknego, widząc tyle ludzi, którzy przyszli się z mamą pożegnać. Nie spodziewaliśmy się, że na pogrzebie będzie nawet połowa ludzi którzy byli. To daje obraz jak była lubiana i szanowana.
Dla mnie osobiście to ogromna duma, mieć mamę do której tyle ludzi przyjechało pomimo tak dużej bariery jaką jest odległość.

Na szczególną uwagę zasługują żołnierze, którzy przyjechali w mundurach. To pięknie wyglądało. Nawet Panowie nie wiecie, jak wiele znaczyło to dla mojego taty. Nie jest On osobą zbyt wylewną, ale wiem, że Wasza postawa i obecność dała Mu otuchy, siły i poczucia wsparcia.

Dziękuję jeszcze raz wszystkim!

Jeżeli to nie problem, to proszę od czasu do czasu wspomnieć moją mamę podczas modlitwy.

PS: na tyle, na ile udało mi się ją poznać w ciągu 27 lat (bo tyle obecnie mam), to wiem, że na dniach zajmie jakieś ważniejsze stanowisko (tam na górze oczywiście), bo logistyk i kierownik był z Niej urodzony, więc na pewno i My i Wy możecie liczyć na jej wsparcie.

Artur

niedziela, 27 października 2013

Ostatnie pożegnanie

Pogrzeb Mamy odbędzie się w środę 30.10.2013r. o godz. 13.00 w Parafii p.w. św. Andrzeja Boboli przy ul. Św. Andrzeja Boboli 49A w Białymstoku.

Wszyscy, którzy chcieliby tego dnia pożegnać Ją razem z nami, są jak najbardziej mile widziani.

Dziękujemy Wam za ogromne wsparcie w te trudne dla nas dni, za słowa otuchy. Nic nie ukoi ogromnego bólu po Jej stracie, ale miła jest świadomość, że była tak pozytywnie odbierana przez Was wszystkich - tych, którzy znali ją osobiście, czy dzięki temu blogowi.



-Paula


sobota, 26 października 2013

TERAZ TYLKO NIEBO

Nie myślałem, że coś tak "głupiego" jak blog, może dać komuś tak dużo radości i dodatkowej woli walki. Tak było z moją mamą. Radość, że jest tak dużo ludzi zaglądających na jej bloga, że tak wiele ludzi pozytywnie patrzyło na to co robi.

Dziękuję wszystkim,  za ten czas, który tak naprawdę nieświadomie jej poświęciliście.

Niestety dziś, ok godziny 10.40 moja mama zmarła. Jej organizm po autoprzeszczepie, gdy jego odporność spada do zera (to normalne), nie dał rady obronić się przed zapaleniem płuc.

Piszę tu, bo wiem, że ten blog był dla niej ważny. Każdy z was zasługuje wiedzieć, że tak się stało, że nas opuściła i że LALECZKI BABCI ANI będą od tej pory dostępne tylko dla aniołków w niebie.

Artur

To jej ostatnie zdjęcia, z 10.10.2013r., jak zajechaliśmy do Gliwic i czekaliśmy na przyjęcie do szpitala. Wtedy byliśmy razem po raz ostatni.




sobota, 19 października 2013

Dzień + 2.

Chciałam Wszystkim bardzo gorąco podziękować za słowa wsparcia i życzenia powrotu do zdrowia. Każde przeczytane słowo sprawiło mi wiele, wiele radości. Wybaczcie, że nie będę odpisywała na każdy komentarz oddzielnie. Potraktujcie ten mój post jako słowa podziękowania. Cieszę się ogromnie, że tak wiele osób trzyma za mnie kciuki. Postaram się w miarę możliwości pisać co u mnie słychać, jak idzie leczenie. Nie wiem jakie będą kolejne dni, na ile będę miała siły. Każdy przypadek jest indywidualny i każdy inaczej dochodzi do zdrowia. W kolejnych dniach parametry wyników będą malały, a następnie powinien być wzrost i wtedy samopoczucie powinno się poprawić. Męczy też monotonia bycia w izolatce. Jedyną rozrywką jest telewizor bez ograniczeń i internet, ale trzeba mieć na to też chęć. Pozdrawiam Wszystkich gorąco.

piątek, 18 października 2013

Pierwszy dzień po autoprzeszczepie.

Może tak na początek kilka słów dlaczego postanowiłam opowiedzieć te kilka słów o swoim autoprzeszczepie. Na pewno znajdę swoich zwolenników jak i przeciwników. Ktoś powie, a po co ona to opowiada, czego oczekuje? Ale to nie tak. To nie o to w tym wszystkim chodzi. Ja nie wstydzę się swojej choroby, po prostu miałam potwornego pecha. Jest to pewnego rodzaju mój apel "że nie wolno się poddawać, tylko trzeba walczyć o życie''. Człowiek dopiero zdaje sobie sprawę z tego jak znajdzie się w takiej sytuacji. Zaczyna wirować wszystko przed oczami, ile jeszcze mu zostało, ile może stracić. Dopiero jak sobie to wszystko poukłada zaczyna się walka. Walki tej nie można toczyć całkiem samemu, bliscy są bardzo potrzebni, bo to i dla nich przecież walczymy, bo z nimi chcemy cieszyć się życiem. Wierzę, że pokonam ten wielki trud i wygram ze swoim nowotworem, i pozwoli mi się jeszcze cieszyć życiem mimo tak wielkiego spustoszenia jakiego dokonał w moim organizmie. Wiem, że jest niewyleczalny, ale leczenie może go zatrzymać nawet na kilka lat. A warto walczyć o te lata dla bliskich którzy tak bardzo mnie wspierali na wszelkie możliwe sposoby.

A teraz coś o samym przeszczepie.

Oto i doczekałam się pierwszego swojego autoprzeszczepu. Odbył się 17.10.2013 r.  Od dziś odliczają mi się dni na +1 ... itd.. Dzień przeszczepu jest dniem 0. Przede mną jeszcze jeden za ok. 3-4 miesiące. Pierwszy mój przeszczep poprzedzała bardzo męcząca trzydniowa radioterapia. Nie były to całe trzy dni, ale po dwie godziny dziennie zamknięta w specjalnie zrobionej dla mnie masce na całe ciało i ściśle przylegającej, gdyż nie może być żadnych możliwości ruchu. Maska ta została przymocowana wraz ze mną klamrami do podłoża na którym leżałam. Ułożenie takie jest po to żeby nie zostało naświetlone całe ciało tylko szpik. Odczuć swoich oraz jak przebiega naświetlenie nie będę opisywała ... pozostawię je sobie i swojej rodzinie. Urządzenie na którym odbywa się naświetlanie wygląda jak tomograf. 
http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/543197,w-instytucie-onkologii-w-gliwicach-promieniuja-tylko-szpik,id,t.html?cookie=1#czytaj_dalej

Na tym zdjęciu widać wkłucie centralne do żyły głównej. W taki sposób odbywa się autoprzeszczepienie komórek macierzystych. Mało wyraźne zdjęcie, ale sama je sobie robiłam.


Poniższe zdjęcie przedstawia moją wielką chwilę autoprzeszczepu. 



Teraz pozostało czekać, aż moje komórki odbudują szpik i zacznie on pracować. Teraz radioterapia którą otrzymałam niszczy mój stary chory szpik. Na pewno różne dni mnie czekają w najbliższym czasie. Ale moim życzeniem jest mieć tyle optymizmu co widać na mojej twarzy podczas przeszczepu.

piątek, 11 października 2013

Gliwice Oddział Transplantologi.

Wszyscy którzy śledzą mojego bloga wiedzą, że czekałam na termin zgłoszenia się do szpitala w Gliwicach. Otóż, spędzam drugi dzień w szpitalu, a ile ich przede mną ... tego nie wiem ... chciałabym żeby było mało. Tęsknota za  rodziną ogromna. Nie da się tego opisać, wiec nie będę się rozpisywała. Cieszę się też, że oprócz rodziny mam znajomych wspierających mnie. Dzwonią do mnie i trzymają kciuki.
Którego dnia będę miała autoprzeszczep komórek macierzystych nie wiem. Gdy to nastąpi postaram się napisać. Teraz czas zapełniają obowiązkowe badania specjalistyczne.
Ale dość już tych smutków.
Druty, szydełko i włóczka oczywiście towarzyszą mi. Dziś nawet robiłam przymiarki do drutowania :-). W domu została nie wykończona lalka. Zrobiłam już jej część ubranek. Skończę jak wrócę. Mam też dużo różnych pomysłów na moje robótki. Zapraszam na śledzenie mojego bloga.